środa, 1 lipca 2015

Księga I, rozdział 1.

- Donghae - rzucił Siwon do przyjaciela, kiedy ten siłował się z ogrem. Lee zerknął na niego i uchwycił w locie rzuconą przez Siwona włócznię.
- Aa! - Donghae wydał z siebie wojowniczy okrzyk i wbił włócznię prosto w środek czoła ogra. Ten padł martwy niemalże przygniatając młodego Lee swoim ciałem. - Cholera! - warknął - ile ta góra śmieci musi ważyć.. - zniesmaczony zaczął zsuwać z siebie łeb ogra machając sobie przed twarzą ręką. - fu, do tego cuchnie.
- A czegoś się spodziewał, po ogrze? - rzucił w jego stronę rozbawiony Hyukjae. Jakby nigdy nic właśnie przebił na wylot biegnącego prosto na niego niedużego mutanta.
- Wracajmy - rzucił Yesung. - Bijatyka z tymi maluchami zaczyna mnie nudzić.. - ziewnął i trzymając swoje drobne ciało kilkanaście centymetrów nad ziemią machał ręką powalając na ziemię ogry i mutanty, które próbowały go dorwać.
- Wracajmy. - przytaknął Zhoumi i wytarł swoją szablę o płaszcz. - Zgłodniałem. Yesung, kończ to. - nakazał przyjacielowi, a ten przytaknął i jednym ruchem ręki zmiótł w zasięgu czterystu metrów wszystkie zmutowane stworzenia.

   Kiedy pojawili się w grodzie, mgła snuła się powoli ulicami. Wszystkie domy były zabarykadowane, nie było na zewnątrz żywej duszy, choć nawet nie było godziny piętnastej. Donghae zwolnił kroku i zmarszczył czoło.
- O co chodzi? - spytał Hyukjae i zwolnił, by przyjrzeć się przyjacielowi.
- Nic, zastanawiam się.. Ach, to nieistotne. - machnął ręką i zerknął ukradkiem na jeden z domów. - Chodźmy.

Kiedy znaleźli się w domu, czekała ich niespodzianka w postaci kaprala. Stał przed kominkiem z rękami założonymi za plecy. Siwon ruszył w jego kierunku i zasalutował.
- Kapralu. - mężczyzna odwrócił się i zmierzył ich wzrokiem. - Melduję, że ćwiczenia odbyły się bez najmniejszych przeszkód, a najbliższy teren wokół miasta został oczyszczony. - kapral Kangin przytaknął i spojrzał na stojącego z tyłu Yesunga.
- Generale - zwrócił się do niego, po czym Yesung delikatnym, lecz pewnym siebie krokiem podszedł bliżej i ukłonił mu się lekko. - Jako wasz opiekun, oraz doradca króla jestem zmuszony was poinformować o nadchodzącym zagrożeniu. Z północy nadchodzi niezidentyfikowany obiekt. Porusza się niesamowicie szybko, ciężko jest go dogonić, jest ogromny, wielkości drzew, bardzo silny i zwinny mimo swojej masy. Wiele drużyn poległo na pokonaniu go.
- To Tytan. - odparł spokojnie Yesung i założył swoje skórzane rękawice analizując coś skrupulatnie w głowie.
- Jesteś dowódcą, więc do Ciebie należy decyzja, czy wyruszycie z misją.. Jednakże król byłby dozgonnie wdzięczny za pomoc. Ten... - zamyślił się przez chwilę - Tytan.. zagraża mieszkańcom.
Yesung myślał przez chwile, po czym podniósł wzrok i spojrzał na swoich towarzyszy, przyjaciół, najdroższych mu ludzi. Westchnął widząc pewność siebie w ich spojrzeniach.
- Wyruszamy o świcie. - odparł beznamiętnie i odszedł kierując swoje kroki do sąsiedniego pomieszczenia.
- Dziękuję, kraj wam tego nie zapomni. - zasalutował i wyszedł znikając w mroku panującym w kraju już od dwóch dni.

Zimy oznaczały mrok, a mrok oznaczał czyhające na każdym kroku ogromne niebezpieczeństwo, strach i przerażającą ciszę. Rycerze Mroku zajęli miejsce przy stole i milcząc siedzieli i jedli przygotowany wcześniej przez Lenę posiłek.
Lena była siostrą łucznika, Lee Donghae. Była od niego pięć lat młodsza, drobniejsza i spokojniejsza. Jednak w jej żyłach płynęła gorąca krew. Walkę wyssała z mlekiem matki, a walki wręcz i posługiwania się bronią nauczył ją ojciec. Matka nauczyła ją gotować i przyrządzać różnego rodzaju napary z ziół i lekarstwa. Yesung uczył ją magii, ona jego miłości..

1 komentarz:

  1. no to Ci powiem, że się zbieram z podłogi ; - ; skąd Ty bierzesz takie pomysły? ;o; już nie wspomnę o tym, że to opowiadanie leżały całkowicie w moim guście, bo kocham takie rzeczy ;-; hdsfvajkhf, i Donghae łucznikiem ;3; tyyyyle radości ;-; <3

    OdpowiedzUsuń